To nie jest publicystyczna teza. To treść oficjalnego pisma Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
25 maja 2026 r. Departament Legislacyjno-Prawny ZUS w Warszawie, w piśmie nr 991100.0136.400.2026 skierowanym do Stowarzyszenia Inicjatywa Obywatelska Pro Civium, odpowiedział na pytania dotyczące kontroli zwolnień lekarskich, decyzji odmownych wobec obywateli oraz kosztów przegranych spraw sądowych.
I właśnie wtedy pojawił się obraz państwa, który powinien niepokoić każdego podatnika.
ZUS przyznał bowiem, że:
- nie prowadzi odrębnej ewidencji kosztów przegranych spraw dotyczących odmów zasiłków chorobowych,
- nie posiada prostych narzędzi pozwalających szybko ustalić liczbę takich spraw,
- nie agreguje danych dotyczących skuteczności własnych decyzji,
- a nawet nie prowadzi szczegółowej ewidencji szkoleń według ich zakresu tematycznego.
A mówimy przecież o jednej z największych i najdroższych instytucji publicznych w Polsce.
Skala działania ZUS robi ogromne wrażenie.
Według danych przekazanych przez sam Zakład:
- w 2025 roku przeprowadzono 138 095 kontroli zwolnień lekarskich,
- w 2024 roku – 139 147,
- w 2023 roku – 89 073,
- w 2022 roku – 62 846,
- w 2021 roku – 20 421,
- w 2020 roku – 55 004.
Łącznie daje to ponad pół miliona kontroli obywateli w ciągu sześciu lat.
Tylko w 2025 roku w ponad 15 tysiącach przypadków ZUS uznał, że zwolnienie było wykorzystywane nieprawidłowo.
Za każdą taką decyzją stoi jednak człowiek.
Często chory.
Często pozbawiony środków do życia.
Często zmuszony do wielomiesięcznej walki przed sądem.
I właśnie dlatego, w ramach swojej działalności strażniczej, Pro Civium zapytało:
- ile takich spraw ZUS przegrywa,
- ile kosztują przegrane postępowania,
oraz jak szkoli swoich urzędników i prawników.
Bo sądy bardzo często uchylają lub zmieniają decyzje organów administracji publicznej. Dotyczy to również spraw związanych z zasiłkami i świadczeniami.
Pytania o szkolenia nie były więc “statystyczną ciekawostką”. Nie chodziło o tworzenie tabel dla samej tabeli.
Chodziło o coś znacznie poważniejszego:
czy państwowa instytucja posiada realny system kontroli jakości własnych decyzji.
Czy analizuje:
- dlaczego przegrywa sprawy,
- jakie błędy popełniają urzędnicy,
- czy pełnomocnicy procesowi posiadają aktualną wiedzę,
oraz czy pracownicy są regularnie szkoleni z zakresu praw obywatela do świadczeń.
I tutaj pojawia się najbardziej niepokojący fragment całej sprawy.
ZUS przyznaje bowiem, że nie wie:
- ile kosztują przegrane sprawy,
- ilu dokładnie pracowników szkolono w konkretnym zakresie,
- ani jaka jest rzeczywista skuteczność prowadzonych postępowań.
Oczywiście – przy odpowiednim nakładzie pracy – Zakład byłby w stanie te dane policzyć. To nie jest problem technicznej niemożliwości.
Problemem jest coś innego.
Wręcz zatrważające jest to, że instytucja mająca tak ogromny wpływ na życie obywateli i publiczne finanse nie posiada bieżących, uporządkowanych danych dotyczących skutków własnych decyzji.
Bo jeśli państwo:
- prowadzi setki tysięcy kontroli,
- wydaje tysiące decyzji,
- angażuje własnych prawników,
- przegrywa część spraw przed sądami,
- wydaje publiczne pieniądze na procesy,
a jednocześnie nie analizuje skali tych kosztów, to obywatel ma pełne prawo pytać:
czy ktokolwiek realnie kontroluje efektywność tego systemu?
I czy podatnik nie płaci również za błędy, których nikt nawet nie próbuje systemowo policzyć. I… rozliczyć?
To już nie jest wyłącznie kwestia prawa do informacji publicznej.
To pytanie o jakość państwa.
Pytaliśmy o to za rządów Prawa i Sprawiedliwości, pytamy także za rządów Koalicji 15 Października.









