Od Euforii do partnerstwa – kryzys czy naturalna ewolucja? Trójczynnikowa teoria miłości


Bardzo wiele osób definiuje miłość jako coś intensywnego i namiętnego. Kojarzona jest z silnymi emocjami, symbiotyczną chęcią bycia razem, fascynacją partnerem, motylkami w brzuchu.

Rzeczywiście, początki relacji romantycznych zazwyczaj charakteryzują się taką dynamiką i jest to dla nas naturalne. Nie widzimy wad partnera, chcemy spędzać z nim każdą wolną chwilę, pragniemy jego fizycznej bliskości. Wszystkie myśli związane z ukochaną osobą wywołują euforię i podniecenie. Wraz z dłuższym stażem związku, stan błogości traci na intensywności. Emocje wracają do pierwotnego poziomu, nasz partner nie jest już idealny, a my nie zawsze chcemy jego towarzystwa. Dla wielu osób jest to momentem kryzysu – skoro miłość musi być namiętna to czy brak ognistego romansu jest równy z porażką związku? W głowach pojawiają się pytania – „czy ja go jeszcze w ogóle kocham?”, „jak to dalej będzie wyglądać?”. Te myśli mogą wywoływać przerażenie, ale są całkowicie naturalne. Od dzieciństwa przedstawia się nam wyłącznie obraz miłości romantycznej – księżniczka poznaje księcia, para szaleńczo się w sobie zakochuje, a potem „żyli długo i szczęśliwie”. Historia kończy się w momencie pełnego pasji związku idealnego, a my nie otrzymujemy informacji o przebiegu wspólnej, szarej codzienności.


Amerykański psycholog – Robert Sternberg, stworzył trójskładnikową teorię miłości. Tłumaczy ona zmiany w dynamice relacji na przestrzeni czasu. Mężczyzna wyróżnił 3 czynniki, które wpływają na wygląd związków:

  • Namiętność – pobudzenie, pożądanie, pociąg seksualny, idealizacja partnera, tęsknota, intensywne zakochanie
  • Intymność – wzajemne zrozumienie, wsparcie emocjonalne, otwartość, bezpieczeństwo, poczucie więzi
  • Zaangażowanie – odpowiedzialność, lojalność, gotowość do pracy nad związkiem

Początki związków często charakteryzują się intensywnymi emocjami, dużym
pobudzeniem oraz idealizacją naszego partnera – jest to właśnie namiętność. Składnik ten wzrasta najszybciej ze wszystkich. Zazwyczaj swoją maksymalną wartość osiąga w 2-3 roku związku. Mimo, że jest on dla nas bardzo przyjemny, po tym czasie stopniowo zaczyna maleć, a ostatecznie spada niemal do zera. W praktyce jest to moment, w którym po prostu przyzwyczajamy się do ukochanej osoby. Widzimy jej wady, nie zawsze dbamy o wzajemne zaskakiwanie siebie, a czasem nie mamy ochoty na jej ciągłe towarzystwo. Nie oznacza to jednak braku możliwej satysfakcji ze związku, a nowy etap relacji – partnerską miłość. Wiele osób określa ten okres jako najlepszy. Dzieje się tak, ponieważ wraz z większą wiedzą o swoim partnerze, wzrasta składnik intymności. Czujemy się bezpieczniej, mamy możliwość całkowitego otwarcia, nawzajem się rozumiemy. Pojawia się ogromna przestrzeń na bycie sobą oraz szczerą, emocjonalną bliskość. To właśnie bycie przyjaciółmi okazuje się najstabilniejszym filarem, który przynosi ogromną satysfakcję. Czynnik ten wzrasta powoli, ale jest trwały w czasie. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy zmuszeni do całkowitej rezygnacji z namiętności – może się ona stabilizować na niższych poziomach lub cyklicznie wzrastać. Aby podtrzymywać pasję w wieloletnim związku warto zadbać o wspólne zdobywanie nowych doświadczeń, spędzanie ze sobą jakościowego czasu.


Miłość partnerska nie jest równa porażce w związku. Jest etapem dojrzałej relacji, który może się okazać być tym najbardziej satysfakcjonującym.


autorka: Marta Orłowska

Literatura:

1. Robert Sternberg (1986) A Triangular Theory of Love

2. Elaine Hatfield & Walster, E. (1978) A New Look at Love

3. John Gottman (1999) The Seven Principles of Making Marriage Work

This will close in 0 seconds